Fantastyka

⏳ 3 min 16 s

Cień nocy – Deborah Harkness

Akcja „Cienia nocy”, czyli drugiego tomu „Księgi Wszystkich Dusz”, którego autorem jest Deborah Harkness, ma miejsce pod koniec wieku XVI. Diana i Matthew przenieśli się tam, aby uciec przed prześladowcami oraz znaleźć nauczyciela magii. Niekoniecznie jednak wszystko idzie zgodnie z planem.

Drobna uwaga: na tom “Cień nocy” od wydawnictwa Mag składają się dwa tomy “Wędrówka” oraz “Powrót” od wydawnictwa Amber. W tym wypadku z ciekawości sięgnęłam po to starsze wydanie i tutaj osobno zrecenzuje każdy tom.

Wędrówka

Cofamy się w czasie

Diana Bishop oraz Matthew Clairmont wyruszyli do roku 1590 i udało im się tam dotrzeć. Nie wszystko jednak dzieje się tak, jak to sobie zaplanowali będąc jeszcze w wieku XXI. Los rzuca im kłody pod nogi, ale nagradza zacieśnianiem związku. Autorka, podobnie jak wcześniej, nie skąpi tutaj szerokich i rozbudowanych opisów. Tym razem jednak mają one więcej sensu, gdyż ukazują historyczne realia XVI-wiecznych krajów Europy. W ten sposób dość szczegółowo i bardzo obrazowy poznajemy ówczesne zwyczaje, części garderoby oraz ich wygląd czy też szczegóły architektury i życia społecznego.

Poprzedni tom trylogii:
Księga czarownic – Deborah Harkness

W związki z tym, że opisy jakoś wpisują się w historię i stanowią jej uzupełnienie, to nie spowalniają tak bardzo wydarzeń, jak to miało miejsce w „przegadanym” tomie pierwszym. Są ciekawym dodatkiem, a nie irytującym przerywnikiem. Dialogi też wypadają trochę lepiej, choć tutaj to może być kwestia tłumaczenia – tę wersję czytało mi się lepiej niż poprzednią. Wracając jednak do powieści, to dzieje się tutaj też trochę więcej niż w tomie pierwszym.

Czarownica i wampir podróżują z miejsca na miejsce, próbują wpisać się w nie swój czas oraz osiągnąć cel. W ten sposób ciąży nad nimi to napięciem oraz atmosfera wokół nich zaczyna gęstnieć, gdy sekrety okazują się nie być już sekretami. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie łatwo, prawda?

Powoli, ale jednak, z każdą stroną tej powieści robi się ciekawej i fabuła w całościowym ujęciu na tym zyskuje. Nie wieje już nudą, a wydarzenia z lekka zaskakują.

Ona i on czyli oni

Zaskakują też postacie, bo w „Wędrówce” nie jest już tak do bólu słodko. W końcu zaczyna być widać tę różnicę pomiędzy bardzo starym mężczyzną, a przy okazji wampirem, a bardzo młodą i niedoświadczoną kobietą, przy okazji czarownicą. Są napięcia, są sprzeczki i w końcu powiew namiętności. Tęczowej krainie miłości mówi papa.

Sama kreacja postaci tez wypada lepiej, bo więcej w nich ikry i wyrazistości, ale niestety poboczni bohaterowie wciąż wypadają mdło. Wybija się spośród nich tylko jeden – Philippe. Jest taki jak powinien być – mądry, sprytny i pewny siebie. Idealny autorytet i pan na włościach świetnie pasujący do swoich czasów.

Podsumowanie

„Wędrówka” wypada lepiej niż pierwszy tom tej trylogii (w oryginale to jest akurat trylogia). Wydarzenia ruszyły, no może nie z kopyta, ale nie przypominają już diesla odpalającego na mrozie. Powoli akcja przyspiesza, wokół postaci nie ma już tego „love story”, tylko w końcu tworzą coś na wzór normalnego, docierającego się związku, a przy okazji poznają się lepiej. Czyli tu też fabuła zlicza progres. Nie wiem też, czy to nie jest, w tym konkretnym przypadku, wspominania już kwestia tłumaczenia, bo różnice w języku wyłapałam. Ten jest…lżejszy i to zdecydowanie wypada na plus.

Jak ktoś przebrnął przez tom pierwszy to polecam kontynuację, bo zabawa zaczyna się z wolna rozkręcać. Co ciekawe – o manuskrypcie, tak istotnym w poprzednim tomie, tu pojawia się zaledwie kilka wzmianek.