Fantastyka

⏳ 4 min 33 s

Cud Miód Malina – Aneta Jadowska

Kto nie miał okazji poznać Maliny i rodu Koźlaczek, to w tomie opowiadań “Cud Miód Malina” Anety Jadowskiej ma doskonałą okazję aby zaprzyjaźnić się z tymi nieprzeciętnymi bohaterkami. Powiedzmy sobie jasno: typowo baski ród, obdarzony nie lada magicznym potencjałem. Co może pójść nie tak? Otóż, jak się okazuje właściwie…wszystko.

Mniej i bardziej potężne kobiety

Najnowsza książka Anety Jadowskiej to zbiór ośmiu opowiadań o kobietach z magicznego rodu, w którym rządzi matriarchat. Przedstawicielki Koźlaków mieliśmy już okazję poznać w dwóch antologiach fantastycznych „Idiota skończony”, „Harda Horda” oraz w zbiorze opowiadań tejże autorki pt. „Dynia i jemioła”.

Wracając jednak do książki, to każda z zamieszczonych tam historii ma własny trzon i przedstawia inne przygody naszej wielkiej i wesołej rodzinki. W ten sposób mamy okazję zapoznać się z różnymi, barwnymi członkiniami tego rodu oraz towarzyszyć tytułowej bohaterce w jej przygodach. Dużo miejsca poświęcono tutaj Aronii, głowie sabatu i matce Maliny, prababci Narcyzie (tak, tej szalonej kobiecie mocno po setce) oraz Klonowi, chłopakowi Maliny i zarazem magowi obdarzonemu zielonym kciukiem.

Autorka nie poszła jednak na łatwiznę i postacie zostają postawione w mocno niecodziennych sytuacjach. Dzięki temu poznajemy je jeszcze lepiej, gdyż w większości nie są płytkie i jednowymiarowe, a za ich postepowaniem stoją bardzo konkretne powody. Dostajemy więc potężne czarownice obdarzone mądrością i takie, które mają zdolności co najmniej niecodzienne oraz te, które za wszelka cenę będą chciały swoją moc zwiększyć. Malina natomiast pasuje się właściwie nie wiadomo gdzie, bo jej moc nie jest wielka, ale niecodzienna i mocno chaotyczna.

Koźlaczkom towarzysz także szereg postaci z tła, które doskonale wpisują się w charakter opowiadań od typowych złoli zaczynając, a na sympatycznych ludziach, jak np. właściciel kawiarni, kończąc. Oczywiście Jadowska mocno korzysta tutaj ze stereotypów związanych z ogólnymi poglądami na wiele spraw życia społecznego, codziennego i tymi odnoszącymi się do innych stworzeń magicznych i nie. Nie ma w tym nic zaskakującego, bo od samego początku swojej twórczości zdaje się bawić schematami rządzącymi światem.

Duże i małe przygody

Wracając jednak do naszych Koźlaczek, to opowiadania zabierają nas w jazdę bez trzymanki, gdyż zdarzenia są cóż…dość niecodzienne. Mamy więc Malinę, która rzuca czar na Klona na wielkim meczu czy jedzie sprawdzić, jak sobie żyje zbuntowana ciocia stojąca niekoniecznie po białej stronie mocy. Przyjdzie jej też szukać pomocy u prababci Narcyzy czy też będzie się mierzyć z trupem na festynie w Zielonym Jarze. Obok tego mamy całkiem „grzeczne” przygody jak wycieczka z Klonem po mieści w środku nocy czy wyjazd z siostrą w odwiedziny u ojca.

Oczywiście dowiemy się też nieco więcej o samej Narcyzie, jak i jej wnuczce Aronii, nie tylko w czasach obecnych, ale też sięgających do początków sabatu. Nie obejdzie się też bez magicznej bitwy ze złym czarodziejem o dobro kobiety i jej dzieci. Znajdzie się tez miejsce dla szalonej wyprawy przez pół Europy, którą zainteresował się Interpol i pewnego dnia zapukał do drzwi domu rodzinnego Koźlaczek.

Mocno kobieco

Jadowska stworzyła wybitnie mocno kobiece i szablonowo-nieszablonowe bohaterki, które wzajemnie się wspierają. Jak już to zostało wspomniane, sięgnęła przy tym do stereotypów związanych nie tylko z płcią żeńską. Powstała mocna mieszanka, którą ciężko traktować inaczej niż z przymrużeniem oka, gdyż całość jest zwyczajnie za bardzo w wielu kierunkach.

Trzeba tu oddać autorce, że jej styl się trochę zmienia, jednak nadal tworzy specyficzne i napakowane kobiecymi hormonami historie. Bo te o Malinie, choć są inne niż te o Dorze czy Nikicie, to jednak wpisują się w ten sposób kreacji świata w którego centrum mamy wielką heroinę. Przez to dla jednych te nowe opowieści będą zabawne i przyjemne, a innych z marszu odrzucą, tak jak poprzednie.

Jak to jednak bywa przy takich historiach – błędów logicznych) nie zabrakło. Rzuca się to mocno w oczy w paru przypadkach działań bohaterów głównych (patrz np. historia z trupem czy ojcem Maliny) oraz postaci drugoplanowych (patrz np. (znów) historia z trupem, szulernią czy Interpolem). Podejmowane decyzje i ich konsekwencje zwyczajnie są za bardzo naciągane, by pasowały do historii.

Podsumowując

“Cud Miód Malina” to zbiór opowiadań zabawnych nie tylko ze względu na wyrazistych bohaterów, ale tez wydarzenia w jakich biorą udział. Sposób tworzenia wydarzeń, akcji i całej fabuły w całościowym ujęciu wypada nadzwyczaj dobrze. Czyta się je szybko i lekko, są ciekawe i wciągają jak ruchome piaski. Na wspominane błędy można przymknąć oko w trakcie czytania.

Drobna uwaga nr jeden: zaleca się przeczytanie wstępu.

Drobna uwaga nr dwa: w tomie (na początku i na samym końcu) znajdują się dwa opowiadania, które zostały już wcześniej opublikowane.

Drobna uwaga nr trzy: warto zapoznać się z innymi, wcześniej publikowanymi przygodami Maliny i Koźlaczek, gdyż ułatwi to zrozumienie pary wspomnianych tutaj wątków.

Źródło okładki: Sine Qua Non

Plusy:

  • niecodzienne wydarzenia
  • charakterystyczne i różnorodne postacie
  • żonglowanie stereotypami
  • zróżnicowanie historii

Minusy:

  • brak wyższego sensu w działaniach postaci w paru miejscach
  • miejscami za dużo szaleństwa
  • za mało opisu mocy Maliny

Szczegóły:

Liczba stron: 416

Numer wydania: I

Data pierwszego wydania: 31.10.2020

Data tego wydania: 31.10.2020

Wydawnictwo: Sine Qua Non