Horror

⏳ 4 min 22 s

Dzieci zapomniane przez Boga – Graham Masterton

„Dzieci zapomniane przez Boga” Grahama Mastertona to historia, której główny trzon stanowią zdeformowane płody oraz problemy w kanalizacji. Z nimi związane będzie śledztwo wykraczające poza znane standardy. Pardoe i Patel znowu dostanę trudne zadanie rozwiązania tych problemów jako, że po sytuacji wywołanej wirusem w ubraniach, dostali łatkę specjalistów od spraw dziwnych.

Brodząc w g… szambie

W tym wypadku brodzenie w odchodach nabiera dosłownego i przenośnego znaczenia. Masterton po „Wirusie” poszedł o krok dalej i naszych bohaterów wpakował w sam środek śmierdzącej, dosłownie i w przenośni, sprawy. Z jednej strony mamy morderstwa w kanalizacji, którym towarzyszą co najmniej dziwne okoliczności i zielone światła. Z drugiej strony w różnych kobietach pojawiają się zdeformowane płody, które wykazują co najmniej niecodzienne „zdolności”. Tak – te kobiety nie były w ciąży i puf nagle są w którymś tam miesiącu już.

Oprócz znanych nam już policjantów, czyli Jeremy Pardoe i Jamila Patel, ze sprawami będą się zmagać specjaliści od zatkanej wielkimi zatorami kanalizacji oraz wykwalifikowani lekarze, badający ciężkie przypadki. Na deser dostaniemy klika wyszkolonych psów plus szanowanego duchownego (nic dziwnego, skoro o tytułowych dzieciach ponoć zapomniał Bóg). I tym razem nie zabraknie odwołania do wydarzeń z przeszłości, paranormalnych oczywiście. I to takich związanych z duchami, czarami i, jakże mogłoby być inaczej, egzorcyzmami.

Poprzedni tom przygód Parode i Patel: Wirus – Graham Masterton

Nie zapomnijmy jeszcze tutaj o tajemniczym starym obdartusie, który będzie się pojawiać to tu, to tam. Oprócz pojawiania się i znikania, także będzie mieć swoją rolę. A to drodzy państwo dopiero początek. Niestety niezbyt rozbudowany bo oponenci policji są tutaj tacy jacyś mało wyraziści, bez cech szczególnych i brakuje im tego „czegoś”. Jednak historia wokół nich zbudowana wzbudza ciarki, te niezbyt przyjemne. Antagoniści, jak i w przypadku „Wirusa” są obecni raczej słownie i duchowo niż cieleśnie z konkretnymi fizycznymi cechami oraz charakterem.

Paranormalna obrzydliwość

W powieści zdecydowanie nie można narzekać na elementy groteskowe mieszające się z obrzydliwością, które mogą wywoływać uczucie niepokoju. Autor sięgnął bowiem do tematu, który budzi kontrowersje i jest szeroko omawiany przez różne grupy społeczne i polityczne, a mianowicie pojęcia płodu, w tym i aborcji. Nie poszedł jednak w kierunku dysput filozoficznych i nie opowiada się po jednej ze stron, a jedynie sprawnie wykorzystał tę kwestię mocno wiążąc ją z realiami i po trochę z religią. Do tego dodał szczyptę czarów – marów i obudował, jak już zostało wspomniane, dosłownie szambem. Brzmi śmiesznie? Otóż nie do końca.

Właśnie z powodu tego niecodziennego połącznie w tym wszystkim nie zabrakło tego pierwiastka strachu oraz groteski, gdyż zbrodnie dokonywane są podczas badań zapchanych zatorami kanałów. Tak, zdaje się że coś tam żyje i nie życzy sobie, by mu przeszkadzano. Lekarze też nie mają lekko i to nie tylko ci ze szpitala położniczego, ale też patolodzy podczas badania tych wszystkich dziwnych zdarzeń. Ofiary natomiast pojawiają się w najmniej oczekiwaniach momentach i cechuje ich, nazwijmy to, inny stan zdrowia, śmierci czy stan tuż przed śmiercią.

Dobra mieszanka

„Dzieci” to dość stonowana pod względem morderstw mieszanka, w której mamy trochę mniej niż w „Wirusie” krwawych scen, ale nie mniej szalonego szaleństwa. Oberwiemy tutaj niezbyt przyjemnym tematem wokół płodów i aborcji. O ciarki przyprawi także jedno z miejsc akcji, czyli mniej lub bardziej zapchane, ciemne kanały pod miastem.

Opozycja stróżów prawa w „powieści została lepiej i sprawniej osadzona, chociaż wciąż jest mocno niematerialna. Cały wątek w swej nieprawdopodobności mocno trzyma się kupy (tu miejscami dosłownie) i rozwija raz szybciej, raz wolniej, ale sprawnie.

Rozwiązanie akcji dostajemy na koniec w zaskakująco absurdalnej formie, która dziwnie pasuje do całości. Jednakże po przeczytaniu tej sceny ciężko pozbyć się z głowy wątpliwości, czy to rzeczywiście miało tak wyglądać. Później też może pojawić się też to uczucie, że pomysł jest przegięty, naciągany i nijak się to nie klei. Natomiast ostatnia scena, czyli zakończenie samo w sobie jest otwarte i niezbyt zaskakuje. Rzec można, ze w ogóle nie zaskakuje i nie szokuje, tak jak to z „Wirusa”.

Niestety naszą dwójkę detektywów poznajemy tylko odrobinę lepiej niż w poprzedniej książce. Brakuje tutaj, tak jak i wcześniej, opisów ich przeżyć czy uczuć, co idealnie wpisałoby się w tę powieść poruszająca takie a nie inne kwestie.

Całość czyta się dobrze i szybko, a to dzięki wciągającym wydarzeniom, ciągłej akcji i stylowi pisania. Powieść nie nudzi, co najwyżej odrzuci co wrażliwszych, wierzących w duchy czy tych, w których gusta zwyczajnie nie trafi. Nie przeciągając jest to całkiem dobry, trzymający się kupy i miejscami zaskakujący horror z dawką groteski.

Źródło okładki: Wydawnictwo Rebis

Plusy:

  • obudowanie wątku płodów
  • wyjaśnienie dopiero na końcu
  • wydarzenia zapadające w pamięć

Minusy:

  • mało wyraziści bohaterowie
  • kreacja samego wątku antagonisty

Szczegóły:

Cykl: Jeremy Thomas Pardoe i Jamila Patel

Numer tomu: II

Liczba stron: 448

Numer wydania: I

Data pierwszego wydania: 28.07.2020

Data tego wydania: 28.07.2020

Wydawnictwo: Rebis