Fantastyka

⏳ 4 min 36 s

Gamedec. Granica rzeczywistości – Marcin Przybyłek

„Gamedec. Granica rzeczywistości” to pierwsza części opowieści o detektywie prowadzącym dochodzenia w grach, autorstwa Marcina Przybyłka. Dostajemy w niej cyberpunowy świat odległej przyszłości, gdzie wirtualna zabawa zastępuje realne doznania. Swoje życie referować będzie natomiast Torkila Anymore z dawnej Warszawy.

Wkraczamy w cyberprzestrzeń

W „Granicy rzeczywistości” mamy czternaście opowiadań, w których poznajemy cyberpunkowy świat przyszłości oraz głównego bohatera Torkila Anymore z Warsaw City. Dzieli on swoje życie pomiędzy realia i wirtualia, gdzie prowadzi dochodzenia związane z grami – a tu ma się dowiedzieć, dlaczego kogoś chcą zabić a tam jak wyjść z zagadkowej gry. Każde zlecenie jest płatne i odkrywa przed czytelnikiem kolejny kawałek świata, który nie stoi w miejscu, a rozwija się coraz bardziej.

Ciężko mi tutaj nie nawiązywać do „Drogi Szamana”, gdyż tam też mamy podobną technologię – w „Gamedecu” też są urządzenia pozwalające na dłużej zostać w wirtualnym świecie (dokładnie na cztery dobry) i również tam odczuwać wszystko tak, jak w rzeczywistości. Pomysł ten jest ciekawy i jedno z opowiadań jest mocno osadzone właśnie na tym koncepcie. „Zawodowiec”, bo to o nim mowa, dotyczy gry Goodabads i zładownika Petera „Crasha” Kytesa, który jako jedyny jest w stanie wytrzymać maksymalny próg bólu w czasie potyczek i dalej funkcjonować (a konkretnie ból będący na poziomie „dwudziestu w skali Hammerfielda”).

„Nie zwijaj się, nie kurcz! Przyjmij ból, przyjmij! (…) Ból jest tylko informacją, ból jest tylko informacją” –  będzie sobie często powtarzać nasz bohater.

Ogólnie ujmując te koncepty są naprawdę dobre i każda historia jest o czymś innym i dotyczy innego fragmentu świata, zarówno tego cybernetycznego jak i ludzkiej psychiki. Zabawę z tą ludzką psychiką odnajdziemy m.in. w opowiadaniu „Mrok” nawiązującym do ukrytych lęków. Dzięki takiemu połączeniu elementów duchowych człowieka i kreacji przestrzeni mamy nie tylko pełniejszy obraz świata z „Gamedeca”, ale staje się tez on bardziej prawdopodobny i rzeczywisty.

W tych wszystkich pomysłach brakuje jednak zdecydowanie tego mroku, zła i zniszczenia, tak mocno wpisanego w psychikę ludzką. Zawsze tam, gdzie sią wielkie pieniądze jest i nikczemność, a tutaj zdecydowanie jej nie widać. Oczywiście pojawia się parę złoli, ale nie czuć wokół tej naturalnej ludzkiej zawiści. Ludzie przyszłości wydają się przez to jacyś lepsi, a my mamy tylko przesłanki w opowiadanych świadczące o tym, że tak nie jest. Niestety autor nie pokazał tego oblicza, przez co te krótkie historie trochę ociekają cukrem.

„Polowanie” czy dużo późniejsza i w sumie lżejsza „Anna” dotykają trochę tych niechlubnych elementów wpisanych w człowieka, ale jest ich zdecydowanie za mało i są za mało brutalne. Tak, za mało w nich przemocy i zła, by w pełni mogły oddać to, o czym opowiadają.

Ciekawy, w całościowym ujęciu, jest na pewno wątek zoenetów, czyli ludzi z uszkodzonymi ciałami, dla których wirtualia są jedynym dostępnym światem. Rozwija się on systematycznie w kolejnych opowiadaniach i owocuje m.in. odbiciem realnego świata dla nich oraz później sztucznymi ciałami, które z gier przeniosą ich do realiów. Wątek ten rozpisany został dość szeroko i jest ciekawie pociągnięty aż do samego końca, przy tym zahacza trochę o psychologię i filozofię.

On jest super

Niestety sama kreacja Torkila jest średnia, a czasem nawet słaba, gdyż jest on przedstawiony jako genialny detektyw, który co prawda się potyka i upada, ale bez wielkich ran. Za co się nie weźmie to kończy się to sukcesem, a kobiety w dziwnym sposób lgną do niego. Tak – dorabia się tutaj w pewnym momencie trzech w kochanek w różnym wieku, bo czwartą sobie odpuścił w jednym z ostatnich opowiadań.

No niby wszystko się w miarę klei i sens ma, gdyż bohater ma swój określony sposób postępowania i się go trzyma. Mało w nim jednak cech charakterystycznych, takich jasnych i ciemnych. Nie dość że (ponoć) przystojny i wysportowany (bez względu na czas spędzany w grach) to jeszcze sprytny, o dobrym sercu i mądry. Nie, po prostu nie – zbyt ulizany, grzeczny i idealny w świecie tak bardzo skazanym na zło i niecne czyny, czy wielkie grzechy. Na szczęście bywa czasem samolubny, ale to nie ratuje całej jego kreacji.

Mimo wszystko można zapałać do niego jakąś sympatią, bo nie zgrywa, mimo  wszystko, wielkiego pana, nie bawi się w nowobogactwo i pozerstwo. Zna swoją wartość, ale jego ego nie jest przerośnięte, co nawet pasuje do jego postępowania i zasad.

Reasumując

Ogólnie ujmując – choć pomysły na opowiadania były całkiem niezłe, to wykonanie jest już słabe, gdyż kreacja całościowo nie przekonuje – zbyt dużo cukru w tym wszystkim. Świat taki jakiś kolorowy, bez przemocy i główna postać taka idealna. Nie zmienia to jednak tego, że historie wciągają i są dobrze napisane, gdyż czyta się je szybko. Zatem nie jest źle, choć mogło być lepiej i zamiast czytadła mielibyśmy mięsistego cyberpunka.

Tutaj chciałabym też zaznaczyć, że dorwałam wersję z opowiadaniem bonusowym, gdzie narracje prowadzi były żołnierz a nie Torkil.

Plusy:

  • pomysł na świat przedstawiony
  • pomysł na krótkie historie
  • łączenie wątków pomiędzy opowiadaniami

Minusy:

  • kreacja głównej postaci
  • za mało brutalności i zła

Szczegóły:

Cykl: Gamedec

Numer tomu: I

Liczba stron: 464

Numer wydania: II

Data pierwszego wydania: 2004

Data tego wydania: 2016

Wydawnictwo: Rebis