Łzy Mai – Martyna Raduchowska

„Łzy Mai” Martyny Raduchowskiej to pierwszy tym cyklu cyberpunkowego „Czarne światła” z ciekawą historią i rozbudowanym światem. Porucznik wydziału zabójstw Jared Quin będzie się tutaj mierzyć z własną przeszłością, zmianami, jakie przeszło jego ciało oraz nową rzeczywistością.

Cyberpunk i pytanie o człowieka

Powieść „Zły Mai” wprowadza nas w świat przyszłości, gdzie żyją androidy, a ludzie są w stanie udoskonalać własne ciała. Nie jest to jednak świat mlekiem i miodem płynący, jaki miał się stać dzięki postępowi technologii, w założeniu jaki mieli ludzie wiele lat temu. Przepaść społeczna zamiast zmaleć dodatkowo się pogłębiła, a Bunt dodatkowo zmienił znane zasady i jeszcze bardziej podzielił i tak podzielone społeczeństwo.

Osią wydarzeń dla tego tomu są morderstwa androidów, popełniane tak, że cała technologia w tych miejscach wysiadła. Dochodzenie prowadzi Jared mający dodatkowo problemy z własną pamięcią i psychiką zdającą się płatać figle. Zdanie to jest dla niego o tyle trudniejsze, że obudził się po półtora roku w nowym, częściowo ulepszonym ciele (czego nie chciał) oraz w mocno zmienionej strukturze miast New Horizon, w którym żył. Sprawy nie ułatwia zniknięcie jego partnerki – tytułowego androida, czyli Mai. Maszyna ta zostawiła po sobie niezły bałagan i masę pytać w głowie porucznika.

W tym wszystkim nie brakuje pytań czy stwierdzeń dotyczących człowieka, tego, co znaczy być człowiekiem. Jednocześnie padnie pytanie co odróżnia androida od człowieka, skoro jedno i drugie myśli samodzielnie i czuje ból?

Niekolorowy świat

Jak przeczytamy w powieści, rozwój technologii miał wyeliminować podziały, ale powiększył je. Dzień Buntu, w którym reinforsyna stała się narkotykiem, ale takim bardzo niezwykłym, wywołała kolejne podziały, nie tylko społeczne. Ta wizja przyszłości, w której świat nie zmienia się na lepsze, a raczej na gorsze, nie jest nowością. Jego kreacja jest jednak całkiem dobra, gdyż jest on wielowarstwowy, skomplikowany i nieoczywisty. A przy tym brutalny, gdyż autorka serwuje nam zwięzłe, ale szczegółowe opisy wykreowanego przez siebie świata, przesiąkniętego przemocą, chciwością i żądzą władzy.

Na szczęście nie zostajemy wrzuceni w te cyberpunkowe realia z wielkim impetem. Razem z głównym bohaterem poznajemy rzeczywistość. Dlaczego? Ano dlatego, że świat w którym się obudził jest różni się od tego, który znał wcześniej. Dodatkowo dowiadujemy się sporo o obecnych zasadach, jak i o wydarzeniach z pamiętnego dnia, w którym prawie umarł. Quin z jednej strony prowadzi śledztwo zawodowo, a z drugiej prywatnie szuka zbuntowanej Mai. Jednocześnie też stara się zrozumieć, co dzieje się z jego psychiką.

Jednak nie jest on jedynym narratorem powieści, gdyż jest ich tutaj trochę więcej. Wśród nich jest epizodyczna postać lekarki czy Misty. W ten sposób dostajemy wgląd w wydarzenia, których uczestnikiem nie może być porucznik, a które z jakiegoś powodu są bardzo istotne w tej historii. To wszystko jakoś się ze sobą łączy. I te połączenia będziemy stopniowo odkrywać, ale w tym tomie wiele się jednak nie dowiemy.

Wyraziste postacie

Wraz z odkrywaniem świata poznajemy także dobrze skonstruowanych, charakterystycznych i wyjątkowych bohaterów. Na czoło wysuwa się tutaj oczywiście Jared próbujący poukładać sobie w głowie wszystkie wydarzenia, co w cale nie jest takie łatwe. Fakty i jego odczucia nijak nie chcą się połączyć w logiczną całość. Obok niego dostajemy androida Maję, ale jej obraz rysują nam wypowiedzi innych postaci. Jest też Haskel, postać poboczna, towarzyszka porucznika oraz tajemnicza Misty, pacjentka szpitala. Obie wyjątkowe, obie dobrze wpisujące się w swoje role i zapadające w pamięć.

Raduchowskiej w „Łzach Mai”, podobnie jak w cyklu „Szamanka od umarlaków” udało się stworzyć wyraziste postacie, o których ciężko zapomnieć. Te z pierwszego jak i te ważne z drugiego planu (nie wszyscy, jak w wielu opowieściach, są tutaj jednakowo istotni) czymś się wyróżniają z licznej rzeczy bohaterów. Dzięki temu czuć, że świat żyje, że jest realistyczny i przez to przekonujący.

Reasumując

Patrząc całościowo na powieść, można stwierdzić że ciężar w fabule został dobrze rozłożony i wszystkiego jest w sam raz. Wydarzenia, postacie i ich opisy przenikają się i w odpowiedni sposób uzupełniają. Na plus działa także wielowymiarowość powieści, gdyż pomysł na wszystko nie jest taki prosty, jak na początku może się wydawać. Dodatkowo książkę czyta się szybko, dzięki sprawnej narracji. Historia ciekawi, wciąga, zaskakuje i intryguje, czyli robi to, co powinna robić dobra powieść.

Polecam, bo to naprawdę dobra, a być może nawet bardzo dobra powieść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *