Malibu płonie - Taylor Jenkins Reid recenzja zdjęcie ksiżki

Malibu płonie – Taylor Jenkins Reid

Powieść „Malibu płonie” jest kolejną w dorobku Taylor Jenkins Reid. Tym razem mamy opowieść o imprezie organizowanej przez znaną modelkę i surferkę Ninę. Oprócz wyrywków z tego dnia otrzymujemy także retrospekcję z życia rodziny Riva. Zapraszam do recenzji!

Świat piasku i morza

W „Malibu płonie” mamy historię czwórki rodzeństwa – Niny, Jaya, Huda oraz Kity. Dorosłe już rodzeństwo jest ze sobą mocno zżyte. W sobotę 27 sierpnia 1983 roku Niana, jak co roku od paru lat, organizuje imprezę. Obecnie, z uwagi na jej sławę, uczestniczy w niej nie tylko rodzeństwo, ale masa sławnych i znanych aktorów, modeli czy muzyków. W trakcie tego konkretnego wydarzenia skumuluje się kilka sytuacji z życia rodzeństwa. Zapadną trudne decyzje.

Wraz z rozwojem fabuły z przełomu 27 i 28 sierpnia Taylor Jenkins Reid dorzuca retrospekcje. Na początku związane są z tym, jak poznali się rodzice tej czwórki, a potem jak przebiegał związek państwa Riva oraz jakie miał konsekwencje dla rodzeństwa.

Dodatkowo, mamy tutaj odniesienie, dość wyraźne, do innej powieści – „Carrie Soto powraca”. Nie czytałam (jeszcze), więc nie wiem która książka ma spoilery do której.

Obrazki z życia osadzone w Malibu

„Malibu płonie” porusza wiele wątków, ale przede wszystkim to dość krótka, bo licząca niecałe 400 stron, historia o rodzinie. Zacznę od tego, że dołożenie retrospekcji znacznie ubogaca całość, bo bez niej obecne wydarzenia (czyli te z roku 1983) nie miałby ani takiego mocnego wydźwięku ani nie byłyby tak zrozumiałe.

Podstawą powieści są kreacje postaci oraz relacje między nimi. I to wyszło naprawdę nieźle, ponieważ każde z czwórki rodzeństwa jest inne, ma swoje wyjątkowe cechy, pasje oraz potrzeby. Różnią się więc nie tylko imionami i wyglądem, ale także zachowaniem. Rys ich nie jest bardzo głęboki, mocno przeanalizowany, jednak broni się i jest wystarczający dla tej powieści. Dużym minusem jest jednak to, jak wydają się być idealni, bez wad – piękni, w końcu bogaci, sławni i mający przed sobą przyszłość. Wszyscy, co do jednego.

Natomiast to idealizowanie postaci rozumiem – często po to się sięga po książkę, aby oderwać się od codzienności, pooglądać inne życie. Wyidealizowane postacie sprawdzają się (i sprzedają!) w tym celu świetnie.

Postaci pobocznych z kolei nie brakuje – zostają nimi już sami rodzice głównych bohaterów, ich przyjaciele i miłości. I oni już idealni nie są, a już na pewni nie rodzice. Na ich podstawie dostajemy gorzki i trudny obraz alkoholizmu, zdrad i walki z codziennością. Natomiast marginalnych bohaterów, ledwie wspomnianych jest tutaj cała masa. Prawdopodobnie autorka chciała zarysować pejzaż ludzi wokół Niny, jak i tych z Malibu. I to się jej udało, bo mieszanka na imprezie wraz z opisem wyszła jej mocno sugestywnie, jakby tam człowiek był.

To był początek lekcji, której dzieci miały nauczyć się na pamięć: alkoholizm to choroba o wielu twarzach, a niektóre z nich są piękne.

Tak samo dobrze wypadają opisy, nie tyle samej przyrody, co otoczenia i krajobrazu. Ich prostota, a jednak plastyczność ułatwiają wyobrażanie tego piaszczystego kawałka Kalifornii znajdującego się nad brzegiem oceanu. Wraz z jego urokiem i muzyką lat 90. i wcześniejszych.

Sama fabuła zaś, może na początku wydać się nudna, ale wraz z rozwojem, zyskuje na złożoności. Zależności i powiązania, jakie tworzą się miedzy postaciami, zostały starannie rozpisane w całej książce, przez to z każdym kolejnym kawałkiem układanki intrygują. Zachowania postaci też mogą parę razy zaskoczyć.

Niestety bardzo słabo wypada końcówka, a dokładnie rozmowa rodzeństwa z ojcem na plaży. Dziwnym trafem żadne z nich nie zapytało dlaczego udawał, że oni nie istnieją, dlaczego ich matka musiała harować, skoro on opływał w luksusu. To jest coś, czego najbardziej mi zabrakło, a przez co spotkanie stało się wydmuszką bez znaczenia. Z jakiegoś powodu podjął takie a nie inne decyzje. Tym bardziej, że nagła chęć odkupienia wydaje się taka… bardzo na odczepnego. Tu się autorka mogła bardziej postarać.

Nasze historie rodzinne to po prostu historie. Mity o ludziach, którzy byli przed nami, które tworzymy, żeby zrozumieć siebie samych.

Przeszkodą w czytaniu może być, dla niektórych, brak typowej ciągłości. Nie tylko mamy wyraźnie zaznaczone retrospekcje, ale również przemyślenia. Bohaterowie będący tu i teraz (tj. w roku 1983) wracają czasem myślami do wydarzeń z przeszłości. Owszem, daje to szerszy kontekst, ale potrafi wybić z rytmu.

Kolejnym punktem jest to, że nie ma tam za wiele emocji. Emocjonalne są tylko momenty, a wiele scen i sytuacji, jakie miały potencjał na pokazanie sporej dawki uczuć, przeszły bez większego echa. Nawet ta młodzieńcza złość czy miłość wydają się przygaszone. Trochę szkoda, bo wtedy całość miałaby lepszy i mocniejszy wydźwięk. Autorka potrafi w emocje, bo „Daisy Jones & The Six” wypadło pod tym kątem lepiej.

Podsumowanie recenzji „Malibu płonie” Taylor Jenkins Reid

Podsumowując, „Malibu płonie” Taylor Jenkins Reid to dobra i ciekawa powieść, chociaż nie pozbawiona wad. Historia sławnych, idealnych i bogatych młodych ludzi nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak w swoich założeniach książka się broni – autorka konsekwentnie kreuje swoje postacie i świat słanych ludzi z lat 90. Nie jest nowatorska, nie jest przełomowa – po prostu dobrze napisana i lekka, mimo pewnych trudnych wątków.

Polecam, jeżeli ktoś lubi takie lekko nierealistyczne obyczajówki czy historie ze szczęśliwym zakończeniem i tą nutką optymizmu oraz nadziei. Warto dać jej szansę.

Plusy:Minusy:
+ retrospekcja
+ kreacja bohaterów
– rozmowa z ojcem na plaży

Szczegóły:
Liczba stron: 372
Numer wydania: I
Data wydania oryginału: 01.06.2021
Data pierwszego wydania PL: 09.07.2022
Data tego wydania: 09.07.2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Tłumaczenie: Kaja Makowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *