Konteksty

⏳ 3 min 32 s

Moda wśród książek

Zapewne większość kojarzy serię „Zmierzch” Stephanie Mayer czy „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins. Czy jest na sali ktoś, komu o uszy nie obił się tytuł „50 Twarzy Greya” E.L. James? To tylko dwie pozycje z grupy tytułów, które wypromowały dany typ tematyczny książek, głównie za sprawą filmów, ale jednak.

Na wampira i wilkołaka

Wiem, że jest wielu przeciwników powieści o przystojnym wampirze i zwykłej dziewczynie i ich wielkiej miłości. Nie mniej cykl ten zapoczątkował „modę” na powieści głównie dla nastolatek (tak zwykle są klasyfikowane w księgarniach) z udziałem wampirów, wilkołaków, aniołów czy innych nadprzyrodzonych, oczywiście z wielkim love story w tle. Cykle o cud chłopcach ratujących zwykłe dziewczęta lub o waśniach międzypotworowych, czy też pomiędzy innymi „nadprzyrodzonymi” zdają się rosnąć jak grzyby po deszczu. Czy tych książek nie było już wcześniej? Ależ oczywiście były. Były w mniejszej liczbie, mniej znane. Po sukcesie „Zmierzchu” zwietrzono dziurę, którą warto zapełnić. Powieści o wielkiej romantycznej miłości zawsze mają branie, a tym bardziej gdy prócz miłości dzieje się coś ciekawego. Marzycieli o magii nie brakuje. O wielkiej miłości też nie.

Władczy i koniecznie bogaty

Z „50 twarzami Greya” jest podobnie. Po tym, jak pozycja ta zyskała sławę, także za sprawą filmu, na rynek wpłynęła duża liczba romansów klasyfikowanych jako literatura erotyczna. Ale czy to ze względu na trudny temat zachwycania się seksem z nutą przemocy, że tak to ujmę, książka zyskała rozgłos i doczekała się ekranizacji? Niekoniecznie. Chodzi tu raczej o wątek przewijający się w innych powieściach – miłości wielkiej, z problemami, gdzie piękny bogaty odnajduje nie mniej piękną lecz nie zawsze bogatą kobietę. Obdarza ją prezentami, zaciąga tam gdzie chce i sprawia, że krzyczy z rozkoszy. Na końcu zawsze wybucha wielka miłość i mamy tzw. happy end. Pokarm powszedni dla wielu kobiet, choć zdarzają się panowie sięgający po taka literaturę. Dlaczego tak się stało? Wystarczy spojrzeć na to z psychologicznego punktu widzenia. Większość damskiego grona skrycie marzy o zdecydowanym mężczyźnie, który wie czego chce. Mężczyźnie, który dosłownie zabierze ją do gwiazd. Kolejna dziura wywąchana i zapełniona tego typu powieściami. Kobiety nie lubią się do tego przyznawać, ale tak bywa. Pomarzyć zawsze wolno, prawda?

Droga do wolności

A może tym razem zawalczymy o wolność w naszym kraju? Najpierw były „Igrzyska Śmierci”, a potem „Zbuntowana”. Kolejne cykle, które zwiększyły popularyzację tematu, gdzie grupa młodych ludzi obala ustrój i ratuje świat lub coś w tym stylu. W tym wypadku rynek nie oszalał tak bardzo na tym punkcie, niemniej ekranizacje i moda zrobiła swoje. Bo po sukcesie Igrzysk wzięto się za ekranizację Zbuntowanej, w międzyczasie był „Więzień labiryntu” a całkiem niedawno pojawiły się „Mroczne umysły”.

Akt czytania

Moda to moda. Z jednej strony to dobrze, że czyta się więcej na zasadzie „bo to mi się spodobało, więc coś podobnego też może mi przypaść do gustu”. Ludzie czytają. Z drugiej strony, czy takie czytanie jest dobre? No nie zawsze i niekoniecznie. Jeżeli np. do romansów lub powieści z wątkiem romantycznym podejdzie się tak, że ja też tak chcę i będzie się oczekiwać tego, co w książce… Efekt może być smutny. Jednakże, jeżeli czyta się zwyczajnie, dla przyziemności to może nie warto potępiać za tematykę?

Staram się nie ocenia książek ze względu na ich temat i ludzi, którzy je czytają. Przecież w końcu czytają. Każdy ma swoje własne książkowe Ja. Wspomniane wyżej sytuacje popularyzują czytanie, oczywiście w jakimś stopniu. Nie mniej popularyzują gównie ten konkretny zakres literatury. Podobnie też jest z kryminałami, które mają liczne ekranizacje, a ich liczba wręcz rośnie w oczach.

Czytajmy, bo warto.

Źródło grafiki: freepik.com