Konteksty

⏳ 4 min 47 s

„Nadejdą ciepłe deszcze”, czyli o starej animacji słów kilka

Czy świat jaki znamy może istnieć bez człowieka? W odpowiedzi na to pytanie nasuwa się cała masa filmów czy książek ukazujących Ziemię po takiej czy innej apokalipsie. Jednocześnie odpowiedź wydaje się taka prosta, a w ciekawy sposób obrazuje ją radziecka animacja „Nadejdą ciepłe deszcze”.

Jeszcze spadnie deszcz

„Nadejdą ciepłe deszcze” to niespełna dziesięciominutowa produkcja z 1984, która powstała w Związku Radzieckim. Animacja opiera się na opowiadaniu „Sierpień 2026: Łagodne spadną deszcze” z tomu „Kroniki marsjańskie” (wydane w 1950) autorstwa amerykańskiego pisarza Raya Bradbury’ego. Tematyka tego filmu animowanego i opowiadania, dotyczy wizji świata po apokalipsie, w której ludzkość wyginęła, ale świat istnieje dalej. Animacja nie odtwarza dosłownie wizji Bradbury’ego, tylko wyciąga z niej najważniejsze elementy: samotny dom, który przetrwał i stoi dalej pośród gruzów, martwych domowników oraz system dbający o martwych już mieszkańców i dom. System ten w obu przypadkach nie zauważył zniknięcia ludzi, a dom koniec końców ulega zniszczeniu.

Animację można zobaczyć pod tym linkiem.

Wieczne cienie czyli “plamy” po człowieku

Ciężko jest jednak nie porównywać tych dwóch obrazów, ponieważ pewne elementy zostały znacznie zmienione. W opowieści mamy 4 sierpnia, natomiast animacja pokazuje nam ostatni dzień roku 2026 – 31 grudnia . To jednak jest zabieg drobny i pasuje do ukazanej wizji, podobnie jak samo zniszczenie domu, zamiast przypadkowego pożaru. Zmieniono jednak bardziej wymowny element – zamiast „plam” po mieszkańcach otrzymaliśmy zwęglone zwłoki.

Kropelki wody osiadały na oknach, spływały po zwęglonej zachodniej ścianie, niemal całkowicie opalonej z białej farby. Na czarnej fasadzie odcinało się pięć białych plam. Oto sylwetka mężczyzny koszącego trawnik. Obok kobieta schyla się, aby zerwać kwiatek. Jeszcze dalej widniały kolejne postaci, na zawsze utrwalone w drewnie w jednej potwornej chwili – mały chłopczyk unoszący ręce; nad nim kula ciśniętej piłki, a naprzeciwko dziewczynka gotowa złapać piłkę, która nigdy nie dotknęła ziemi. (Bradbury R., “Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złociste jabłka słońca”, Warszawa 2018)

W przypadku opowiadania możemy domniemywać, że owe „plamy” nawiązują do tzw. „ludzkich cieni” z Hiroszimy, które miały powstać w wyniku impulsu świetlnego po wybuchu bomby atomowej 6 sierpnia 1945. Związku z tym wydarzeniem możemy także dopatrywać się w dacie, jaka została przytoczona w opowiadaniu.

Zmiana tych elementów powoduje, że produkcja w pewien sposób traci swój dosadny wyraz – domownicy umarli we śnie, a nie jak w oryginale w trakcie codziennych czynności. Brakuje mi tam także psa, któremu udało się przeżyć, a który szukał swoich właścicieli. Na szczęście zachowano element nadający sens tytułowi filmu – wiersz amerykańskiej pisarki Sary Teasdale:

I nikt nie wspomni wojny, nie wiedząc, że była, nie westchnie, czy się aby walka zakończyła. Żaden ptak, żadne drzewo ani promyk lata nie zadba, że zniknęli ludzie z tego świata. I nawet Wiosna sama, zstępując na ziemię nie pomni, że odeszło całe ludzkie plemię.

Należy jednak podkreślić, że w momencie produkcji animacji w Związku Radzieckim obowiązywała cenzura. Poruszanie tematu skutków wybuchów nuklearnych mogło być po prostu nie możliwe, tym bardziej, że zaledwie 23 lata wcześniej 30 października 1961 na Morzu Arktycznym ZSRR odpalił tzw. Car Bombę (najpotężniejsza zdetonowana lotnicza bomba jądrowa) mającą w przybliżeniu moc porównywalną do czterech tysięcy bomb zrzuconych na Hiroszimę. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę elementy niesprzyjające ukazywaniu zniszczonego świata, najprawdopodobniej w wyniku wybuchu nuklearnego, animacja niesie konkretne, choć smutne przesłanie w sposób bardzo dobry, podkreślony dodatkowo na końcu wierszem Sary Teasdale – gdy ludzkość wyginie, świat nawet nie zauważy naszego braku,  przetrwa on bowiem bez człowieka.

Motyw postapokalipsy

Mówiąc o zniszczonym świecie nie sposób nie odnieść się do coraz bardziej popularnego tematu, czyli postapokalipsy na Ziemi. Motyw ten realizowany jest w różnych odsłonach, od samozagłady po katastrofy ekologiczne, wirusy czy wyniszczającą wojnę. Jednak ta krótka produkcja z1984 kojarzy mi się nierozłącznie z ujęciami z filmu „Jestem legendą” z 2007 roku. Ten horror science-fiction ma wprawdzie odmienną tematykę, ale w kilku scenach zostaje ukazany świat bez ludzi – Nowy Jork zarasta trawą, wśród której żyją dzikie zwierzęta. To obrazuje dobitnie, że natura przejmie wszystko, co zostanie po ludziach na własność, jakby człowiek w ogóle nie istniał.

Postapokaliptyczną wizję, podobną do „Nadejdą ciepłe deszcze” można odnaleźć także w innej animacji z tego samego roku. „Nausicaä z Doliny Wiatru” Hayao Miyazakiego pokazuje świat, w którym po wielkiej wojnie na skażonej glebie rośnie toksyczna dżungla pochłaniająca coraz większy obszar. Ludzkość wciąż istnieje, jednak walczy o przetrwanie z naturą, radzącą sobie na swój sposób ze skażeniem, choć ludzie tego nie potrafią. Podobniej, jak w przypadku „Jestem legendą”, motyw ten to tło historii, jednak ukazuje to samo przesłanie co radziecka animacja i opowiadanie Raya Bradbury’ego – ludzka zagłada nic nie znaczy dla świata.

Oglądając te czy inne filmy ukazujące katastroficzną przyszłość ludzkości, można odnieść wrażenie, że to wymysły, bajki i dosłownie fikcja naukowa. Postęp cywilizacyjny pokazuje jednak, że jesteśmy coraz bliżej tych filmowych scenariuszy naszej przyszłości i w cale nie są one już takie nieprawdopodobne jak kilka, kilkanaście lat temu.