Fantastyka

⏳ 4 min 27 s

Pacjent zero – Jonathan Maberry

Zombie są chodliwym motywem filmów i gier, a także i książek od kilku lat. Do tego znanego motywu sięgnął także w swojej książce pt. „Pacjent zero” Jonathan Maberry tworząc ciekawą mieszankę znanych pomysłów.

Heros z policji w Baltimore

Naszego głównego bohatera Joe Ledger poznajemy, gdy zostaje zwerbowany przez Wojskowy Departament Nauki (w USA). WDN nie bawi się w podchody i brutalnie zapoznaje naszego protagonistę z zaistniałą sytuacją. Przyznajcie, że ponowne zabicie tego samego człowieka zdecydowanie potrafi zrobić wrażenie, tym bardziej, że niedoszły nieboszczyk miał być martwy od tygodnia. Co się stanie dalej – wiadomo: Joe wraz z grupą podobnych sobie najemników zostaje wysłany na trudną misję ratowania świata.

Postacie, choć są mocno stereotypowe to można je zdecydowanie polubić. Dotoczy to zwłaszcza Joe’go, który stanowi połączenie Rambo i Agenta 007 – nie ważne co się dzieje, zawsze sobie jakoś poradzi. Przystojny, inteligent i sprytny potrafi wyjść cało z niejednej kabały, w jaką zostanie wpakowany.

Oczywiście nie można zapomnieć o przeszłości bohatera, która jest w takich opowieściach niezwykle istotna, bo uczyniła go tym, kim teraz jest. Dodajmy do tego cięty język, nieszablonowe poczucie humory i heros, jakich wiele, tak bliski sercom ludu gotowy. Dookoła niego, a jakże by mogło być inaczej, zapaleni w boju wojownicy, stereotypowi twardziele, gotowi na poświęcenie i walkę do końca, bez uprzedzeń i mdłości na widok krwi i wnętrzności. Wszyscy oni zostali starannie wybrani, by posprzątać ten bajzel zanim będzie jeszcze gorzej. Pamiętajcie – zawsze może być gorzej, ale o tym na ekspresowych szkoleniach zazwyczaj nie wspominają za bardzo.

Połączenie tego, co znane

„Pacjent zero”  to opowieść jakich wiele, czerpiąca ze znanych nam schematów organizacji terrorystycznych chcących opanować znany nam świat, tym razem z dodatkiem tajemniczego wirusa jako narzędzia. Waleczni i inteligentny bohater plus grupa zabijaków – też są na właściwym – czołowym miejscu pośrodku zawieruchy na skalę ogólnoświatową. Oczywiście w książce nie mogło zabraknąć nowoczesnych laboratoriów, ekstra zabawek szpiegowskich i tajemniczego guru, który, co oczywiste, wszystko potrafi załatwić – łącznie z namiotem cyrkowym i, jakże mogło być inaczej, ma kontakty w każdej branży.

Ciekawie prezentują się zespół antagonistów, gdyż ich powiązania i motywy nie są aż tak oczywiste ani aż proste jak struny w gitarze. Mimo to jednak nadal są dość sztampowymi przedstawicielami swoich grup społecznych. Wielowarstwowe knucie tego nie było w stanie zakryć.

Co istotne, naszych dobrych i złych poznajemy lepiej w miarę rozwoju fabuły. Zaletą jest tez tutaj to, że wydarzenia obserwujemy oczami różnych postaci stojących z przeciwnych stron barykady. Wątki te uzupełniają się tworząc złożony i wielostronny obraz sytuacji. Dzięki temu całość jest znacznie ciekawsza i zyskuje trochę (ale tylko trochę) głębszy wymiar. W ten sposób też, na całe szczęście, nie samą krwawą jatką fabuła stoi, a tej tutaj nie brakuje.

Historia sama w sobie nie zaatakuje, bo autor czerpał wielkimi garściami ze znanych nam stereotypów. Mimo to powieść wciąga i czasami potrafi zaskoczyć. Akcja jest szybka, coś się ciągle dzieje i sytuacja wciąż się zmienia, jedni bohaterowie walczą, a inni spiskują. Momentami zwalniającymi są rozmowy o wszystkim i o niczym, które nie wnoszą znaczących informacji.

Zombie, zombie…

Powieść zaklasyfikowano jako horror, ale raczej stanowi lekką lekturę, która może wciągnąć niż straszaka. Do paranormalnych wydarzeń z pograniczna dziwnych i strasznych rodem z powieści Grahama Mastertona jest jej daleko oj daleko. Jonathan Maberry stworzył po prostu dobrą mieszankę.  Do bardzo dobrej zabrakło mi tutaj rozbudowanego elementu psychologicznego. Chodzi mi tu nie tylko o analizowanie psychiki postaci, ale też kreowanie scen, tak by wzbudzały strach w czytelniku. Nie uwierzę, że po przeżuciu pewnych zdarzeń można przejść od tak do porządku dziennego.

Patrząc na pozostałe składowe można zauważyć, że bohaterom też się trochę oberwało. Gdyby oni mieli bardziej złożone charaktery i osobowość, a Joe był mniejszym super herosem, to całość nabrałaby większego realizmu. Niestety w obecnej formie całość wydaje się bardzo mało prawdopodobna – jednakże nie bardzo razi to w oczy.

Podsumowując – pomysł na fabułę dobry i miał duży potencjał do rozbudowania go na lekturę pełną grozy. Wyszło jednak jak wyszło – dobrze, ale nie wybitnie. Nawet najbardziej fantastyczne historie można pisać tak, że wydają się bardzo realne.

Przechodząc do konkluzji

Zombie, trochę stereotypów i nowoczesnej techniki zostały połączone w sposób sprawny, ciekawy, choć niezaskakujący. Powieść może wciągnąć, zainteresować i stanowi, wbrew pozorom i klasyfikacji jako „horror” lekką lekturę na popołudnie, bez fajerwerków.

Uwaga: Książek o przygodach naszego herosa jest więcej, a cykl został nazwany „Joe Ledger”. Obecnie liczy w sumie pięć tomów, z czego na język polski przetłumaczono jeszcze tylko tom drugi „Fabryka smoków”.

Źródło okładki: znak.com.pl

Szczegóły:

Cykl: Joe Ledger

Liczba stron: 448

Numer wydania: I

Data pierwszego wydania: 2009

Data pierwszego wydania PL: 08.09.2017

Wydawnictwo: Mag