Obyczajowe, romans

⏳ 4 min 34 s

Pokój motyli – Lucinda Riley

„Pokój motyli” Lucindy Riley to wielogłosowa opowieść o życiu i małości oraz o trudnych decyzjach, których konsekwencje mogą wrócić wiele lat później. Główną bohaterką jest tutaj Posy, matka, żona, babcia, a kiedyś pełna zapału i marzeń dziewczynka i studentka.

Marzyła, kochała i traciła

Głowna bohaterka to Adriana Rose, bo tak właściwie się nazywa się, a Posy to tylko zdrobnienie drugiego imienia. Z domu, po ojcu Anderson, a po mężu Montague. Poznajemy ją gdy ma sześćdziesiąt dziewięć lat, zamieszkuje w wielkim, rodzinnym i podupadłym domu w Suffolk. W pewnym sensie staje wówczas na rozdrożu. Ten istotny moment dotyczy także życia jej synów: żonatego i mającego dwójkę dzieci Sama oraz młodszego, wciąż kawalera – Nicka.

Ale oprócz „współczesnego wątku” autorka w ramach retrospekcji pokazuje nam urywki z dzieciństwa, okresu szkolnego i z życia studenckiego Posy. Stopniowo odkrywa przed nami przeszłość, która bardzo mocno połączy się z aktualnymi wydarzeniami. Jednak nie tylko w jej przypadku, to co wydarzyło się przed laty, odezwie się donośnym echem i mocno o sobie przypomni.

Łudził się, że wreszcie los się do niego uśmiechnął i że bolesna przeszłość już na dobre jest za nim. Jednak ona nie odpuściła i w ostatnich dwudziestu czterech godzinach znów brutalnie wciągnęła go w swoje tryby, choć tak zaciekle się przed tym bronił.

Trudy życia i miłość

Zastanawiając się o czym właściwie jest „Pokój motyli”, jedyne co przychodzi mi na myśl to odpowiedź, że o życiu. Wiem, to brzmi bardzo banalnie, ale tak właściwie jest. Lucinda Riley w tej powieści kreśli panoramę życia Posy wzbogacając ją o życiowe koleje innych bohaterów, a konkretnie jej synów. I właściwie te wątki mają swój początek w dzieciństwie głównej bohaterki, w jednej, krótkiej chwili, o której dowiadujemy się akurat pod koniec książki.

I patrząc na nią po przeczytaniu nie sposób nie zachwycić się misternością powiązań, tą siecią zależności, przyczyn i skutków, jaką utkała autorka. Właściwie każde spotkanie niesie się echem kilkanaście, kilkadziesiąt stron później, nie mówiąc już o przeszłości stającej w progu Posy czy Nicka.

Do tego mamy namalowaną całą paletę uczuć od tych dziecięcych, przyjaźni, pierwszej miłości aż po miłość rodzicielską. Obok tych pozytywnych znajdziemy także smutek, zdradę i nienawiść, a także trudy i problemy codzienności – biedę, rodzinne tragedie czy żałobę. Jednym słowem – życiowa panorama.

Miłość działa w życiu cuda. Nawet w najbardziej ponury dzień w środku zimy może tak rozświetlić świat, że wszystko wyda się równie piękne jak teraz.

Kolejnym ważnym elementem związanym z powracającymi z przeszłości wydarzeniami jest tajemnica osnuta wokół nich. Bardzo szybko dowiadujemy się, że jest jakiś sekret, jakiś bardzo ważny sekret, lecz dopiero pod koniec powieści znajdujemy odpowiedź. Czy jest szokująca? Zależy o której tajemnicy mówimy. Jedna z nich może mocno zaskoczyć, druga…jest przewidywalna.

Ludzie nie lubią mówić o bolesnych sprawach osobom, których to dotyczy.

W powieści jednak nie brakuje wad, ponieważ (być może z rozmysłem), książka ma bardzo pozytywny wydźwięk i szczęśliwe zakończenie. Niektóre sceny, zwłaszcza te z udziałem Tammy, są słodkie aż do bólu zębów. Smutne, bolesne chwile nie równoważą tych dobrych, ciepłych momentów i szybko nikną pośród ogólnej, międzyludzkiej dobroci. Przez takie podejście, w mojej ocenie, książka trochę traci, staje się ciut mniej poruszająca i wiarygodna. Proza życia nie do końca jest więc tą prozą życia i wygląda to trochę tak, jakby autorka nie chciała poświęcać więcej miejsca na to, co bolesne tylko nieść nadzieję. Z jednej strony rozumiem, z drugiej mi trochę szkoda.

Ale idźmy dalej. Podobnie jak z wydarzeniami jest również z postaciami – większość z nich (nie licząc Sama, o czym przekonujemy się dość szybko) to ludzie prawi, o dobrych serach. pełni współczucia i miłości do bliźniego. Nie neguję, że takich ludzi nie ma, ale tutaj ich zagęszczenie jest zadziwiająco duże. W związku z tym „słodycz” książki przybiera na sile. Między inny z tego względu różnice pomiędzy poszczególnymi postaciami zacierają się, ale również dlatego, że brak im wyrazistych, charakterystycznych cech, poza zawodem czy wiekiem.

Podsumowanie recenzji

„Pokój motyli” Lucindy Riley to zdecydowanie niezwykła, zaskakująca i podnosząca na duchu powieść. Dobrze wykreowane postacie, wielowątkowa fabuła i skomplikowana sieć powiązań przyciągają i wciągają w tę świetnie napisaną historię.

Oddanie głosu kilku postaciom bardzo dobrze podkreśla złożoność powieści i doskonale dopełnia wątek główny i te poboczne. Perspektywa niedostępna dla innych postaci, w tym Posy, podtrzymuje ten klimat tajemnicy i pozwala szerzej zarysować świat. Obraz ten, już wspomniałam, nie jest pozbawiony wad, ale zdecydowanie jest wart poznania. Choć raczej szczegóły nie zostaną w pamięci na długo.

Plusy:

  • główny wątek Posy
  • złożone zależności między postaciami
  • sprawnie kreowany klimat i napięcie

Minusy:

  • zbyt duże skupienie się na pozytywach
  • szybkie i krótkie opisy smutnych, bolesnych chwil
  • mało różnorodne postacie

Szczegóły:

Liczba stron: 523

Numer wydania: I

Data pierwszego wydania: 21.07.2019

Data pierwszego wydania PL: 13.11.2019

Data tego wydania: 13.11.2019

Wydawnictwo: Albatros