Shogun - James Clavell - recenzja zdjęcie książki

Shogun – James Clavell

W powieści „Shogun” James Cavell przenosi czytelnika w czasie i przestrzeni – do Japonii z początków XVII wieku. Pochodzący z Anglii kapitan i pilot w jednym trafia w sam środek politycznych rozgrywek. Czy uda mu się przeżyć? Zapraszam do recenzji!

Inny świat

Jeżeli chodzi o zarys historii, to „Shogun” rozpoczyna się w roku 1600, a kończy się parę lat później. Akcja jest więc rozłożona w czasie i rozgrywa się w różnych miejscach w Japonii, przez którą wędrujemy za postaciami. Wbrew opisowi, ciężko tu mówić o jednym głównym bohaterze, bo chociaż ciężar fabuły spoczywa przede wszystkim na barkach Jamesa Blackthorna, to obok niego bardzo ważną postacią jest Toranaga.

I w zasadzie cokolwiek więcej bym nie powiedziała, wszystko będzie spoilerem. Więc zostańmy przy tym wybitnie krótkim streszczeniu.

Karma to ziarno wiedzy. Zaraz potem idzie cierpliwość. Cierpliwość jest bardzo ważna. Silni są cierpliwi, Anjin-san. Cierpliwość oznacza zapanowanie nad skłonnością do siedmiu uczuć: nienawiści, uwielbienia, radości, troski, gniewu, żalu i strachu. Jeżeli nie ulegasz tym siedmiu, jesteś cierpliwy; wkrótce zrozumiesz wszystko na tym świecie i osiągniesz harmonię z Wiecznością.

Tak wiele w jednym

Na początku zacznę może od bohaterów. Już wcześniej wspomniałam, że „Shogun” to nie jest spektakl jednej postaci, a przede wszystkim dwóch. Blackthorn, nazwany przez Japończyków Anjin-san, oraz Toranaga, grają tu pierwsze skrzypce. Z uwagi na to, że Anjin-san trafia z Europy do Japonii, totalnie innego kręgu kulturowego na każdej płaszczyźnie, to właśnie on wydaje się najbardziej wyrazisty. Dodatkowo, na kartach powieści obserwujemy jego spokojną, silnie ugruntowaną przemianę. Przez to zdaje się przyćmiewać inne postacie. I znając całość, mam wrażenie, że nie było to przypadkowe.

Idąc dalej, jest cała paleta postaci pobocznych, od Yabu, Omiego przez Mariko i jezuitę Alvatio aż po Idoshiego. Postaci dalszoplanowych i epizodycznych jest jeszcze więcej. Autor tak jednak odmalował każdą z nich, że ma ona swoje charakterystyczne cechy, nie jest dokładna kopią innego bohatera. A kreacja tych najważniejszych jest zawiła, pełna niedopowiedzeń, wielu warstw.

James Clavell dał czas swoim postaciom, ale nie odkrył kart już na samym początku. I w sumie na końcu też pozostawia czytelnika z kilkoma pytaniami dotyczącymi motywacji czy tego, jak to w zasadzie było. Piękne jest to, że chociaż mamy wgląd w myśli i uczucia, to nie zostają one odsłonięte wszystkie, co do jednego, dla każdego z bohaterów. Dla mnie taką zagadką jest właśnie Mariko.

W cale nie prostsza, a rzekłabym, że jeszcze bardziej zawiła, jest historia w jakiej zostały osadzone postacie. Na terenie Japonii ścierają się przede wszystkim siły między dwoma głównymi obozami – Toranagi i Idoshiego. W rozgrywce ma również znaczenie kościół katolicki, reprezentowany przez jezuitów. Nie można zapomnieć jeszcze o młodym cesarzu i jego matce oraz o Blackthornie wprowadzającym jakby dodatkową opcję. Oprócz tej ogólnej płaszczyzny, są prywatne pobudki, jakimi kierują się poszczególne postacie w tej politycznej rozgrywce. Do tego wypada dołożyć jeszcze kwestie różnic kulturowych i technologicznych miedzy Europą a izolującą się Japonią czy barierę językową.

Niebywałe, że nawet najsprytniejsi i najmędrsi często widzieli tylko to, co pragnęli widzieć, rzadko zaglądając za fasady cienkie jak papier. Albo odrzucali rzeczywistość, widząc w niej fasadowość. A kiedy zawalał się im świat […] biadali nad swoją karmą, oskarżając bogów, kami, los, swoich panów, mężów, wasali – wszystko i każdego, z wyjątkiem siebie.

Tak, to jest właśnie, w dużym uproszczeniu, to tło fabularne dla „Shoguna”. Jego zawiłość i kolejne warstwy poznaje się wraz z postępem powieści. Następuje to spokojnie, bez pośpiechu, ze starannie i dość skąpo dozowanymi informacjami. Duża część rozgrywa się w dialogach, w rozmowach między bohaterami. Ważne też są ich rozmyślania, a szczególnie te ukazujące różnice między Europą a tym kawałkiem Azji. Autor rysuje bardzo silny kontrast wyrażany, przede wszystkim, w osobie i otoczeniu Anjin-sana.

To, jak szczegółowe zostało tutaj odmalowane zderzeniu kultur, wypada rewelacyjnie. Brud Anglii z czystością Japonii. Dieta oparta na pieczonym mięsi i mocny alkoholu kontra surowe ryby i delikatne shake. Konserwatywne podejście do współżycia kontra wiele konkubin i otwarte korzystanie z kurtyzan. Tym mocniej jest to podkreślone, że narracja prowadzona jest z punktu wielu bohaterów. I te odmienne punkty widzenia wprowadzają dodatkowe wątki do politycznych rozgrywek.

Momentami więc klimat robi się ciężki i duszny, pełen napięcia i patosu. Jest on jednak przełamywany od czasu do czasu jakąś lekką sceną i kontemplacją czy humorystycznym akcentem. To też wpływa na odbiór i realizm świata, bo przecież nie żyjemy wszyscy w ciągłym stresie, nie spiskujemy w każdej sekundzie, tylko mamy chwile relaksu i przyjemności.

I co najważniejsze – przez takie podejście czuć wyraźnie, że to jest inny dla nas, Europejczyków, świat. Nawet dzisiaj, nawet te kilka wieków później, czujemy tę inność. I to jest świetne.

Dodam tutaj jeszcze, że nie ma co szukać i oczekiwać wielkich bitew czy epickich pojedynków. Warto też wziąć poprawkę na produkcje Holywood, bo to nie jest „Ostatni samuraj”, nie ma tu romantyzowania honoru i walk. Lepiej podejść bez konkretnych oczekiwań, jak się zna różne produkcje filmowe osadzone w Azji. Tu jest mocno realistycznie, mimo zmian historycznych (bazuję na tym, co przeczytałam tu https://en.wikipedia.org/wiki/Sh%C5%8Dgun_(novel) – dostęp w dniu 30.04.2024). Tak, autor wzorował się na faktach, ale to i owo pozmieniał i sfabularyzował.

Zmierzając ku końcowi, słowo jeszcze o zakończeniu. Zamyka ono najważniejsze wątki, ale nie daje jednoznacznych i konkretnych odpowiedzi pozostawiając sporo w domyśle. Zaskakuje i zostawia z niedosytem.

Czy powieść ma jakieś wady? Dla jednych może to być duża ilość postaci, bo na początku trudno się połapać kto jest kim i dlaczego. Sam początek też jest ciężki, bo od razu trafiamy w bardzo konkretne realia. Taki pewnie był zamysł, jednak nie pomaga to wgryźć się w fabułę. Inny z kolei nie przypadnie do gusty spokojne tempo i czasem długie opisy. Tutaj to zależy w dużej mierze od gustu.

Nie mogę jednak nie docenić pomysłu oraz złożoności wykonania.

Podsumowanie recenzji „Shoguna”

Podsumowując, „Shogun” Jamesa Clavella to bardzo dobra, rozbudowana, wielowątkowa, klimatyczna i wciągająca powieść. Obszerna, pełna różnorodnych postaci oraz złożonych wydarzeń nie jest najprostszym dziełem w odbiorze, jednak nie da się odmówić autorowi świetnie wykonanej pracy.

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie podjedzie wszystkim i znajdą się tacy, co się od niej odbiją.

Będę ją polecać gorąco i na pewno sięgnę po kolejne tomy.

Plusy:Minusy:
+ wielowątkowość
+ kreacja bohaterów
+ złożoność zależności
+ trzymanie tajemnic do końca
– nierówne tempo narracji
– na początku ciężko rozróżnić postacie

Szczegóły:
Liczba stron: 1132
Numer wydania: IV
Data wydania oryginału: 1975
Data pierwszego wydania PL: 1992
Data tego wydania: 04.02.2012
Wydawnictwo: Vis-a-Vis Etiuda
Tłumaczenie: Grabowski Andrzej, Grabowska Małgorzata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *