Fantastyka

⏳ 4 min 37 s

Szamanka od umarlaków – Martyna Raduchowska

“Szamanka od umarlaków” Martyny Raduchowskiej to dość nietypowa powieść urban-fantasy. Czemu? Ano dlatego, że za główną bohaterkę dostajemy Idę Brzezińską, która za nic w świecie nie chce być magiczna. W momencie, gdy wielu ludzi marzy skrycie by mieć w sobie choć odrobinę zdolności magicznych. Ona, wywodząca się magicznego rodu za nic w świecie z magią nie chcą mieć nic wspólnego. Nie zawsze jednak otrzymujemy od losu to, co byśmy chcieli.

Podążaj własną drogą

Ida z rodu Brzezińskich z magią nie chciała mieć nic wspólnego i zaparła się, że będzie normalną dziewczyną. Wyruszając na studia do Wrocławia, by zgłębiać tajniki psychologii, odkryła jednak, że zamierzenie to nie będzie proste. Bardzo szybko okazuje się, iż Ida jest szamanką od umarlaków, czyli w dużym uproszczeniu widzi i może rozmawiać z duchami. W ten sposób jej mocne postanowienie (nie dosłownie) diabli wzięli i zamiast mieszkać w akademiku i wieść normalne (wedle jej standardów) życie, wprowadza się do starego domu ciotki. Ciotka należy do tych standardowych i na kompromisy raczej nie chodzi, tym bardziej, że będzie przekazywać Idzie swoją wiedzę.

Pomysł na główną bohaterkę stanowi powiew świeżości pośród powieści, gdyż przeważnie bohater ochoczo przyjmuje dane mu z góry zdolności i zanurza się w świecie cudów. Tutaj zdecydowanie bohaterka nie chce być nadzwyczajna, a rzeczywistość, z którą się będzie mierzyć wcale nie jest cudowna. Duchy, trupy czy wszechobecna śmierć będą dla niej na porządku dziennym.

Nasza Ida nie pragnie także być herosem i tym samym nie pali się do pomocy ani tym bardziej do zbawiania świata. Swoje zdolności i idącą za tym odpowiedzialność traktuje właściwie jako zło konieczne i nie czerpie z tego najmniejszej przyjemności.  

Lep na much (znaczy kłopoty)

Jednak nie tylko magia będzie dawać Idzie w kość. Już na okładce widnieje zapowiedź, że Pech ma Idę i jest to zapowiedź dosłowna, gdyż Pech został tutaj spersonifikowany. Parka ta przez całą książek będzie przyciągać kłopoty jak lep przyciąga muchy. Zaczyna się jednak bardzo niewinnie, lecz jedno małe zdarzenie zapoczątkuje ciąg wydarzeń, który będzie się rozrastać jak chwasty na grządce z sałatą.

Pomysł na ożywienie pecha jest ciekawy, spójny z ogólną koncepcją i dodaje akcentu humorystycznego (w kolejnej części książki ładnie zostaje wyjaśnione skąd w ogóle się on wziął i kim tak naprawdę jest).

Gdzie jest książę?

Raduchowska postanowiła wyjść jeszcze dalej poza znany schemat i nie znajdziemy w książce burzliwego romansu ani nawet takiego nieburzliwego. Nie ma też księcia na białym rumaku, ani nawet bez niego, co by biedną Idę ratował z każdej opresji, w którą się wpakuje (razem z Pechem).

Zabieg ten, podobnie jak nietypowe podejście do głównej postaci, jest odświeżający. Nieczęsto bowiem zdarza się, że pomiędzy wątkami nie pojawia się ognisty (mniej lub bardziej) romans. A ty proszę – da się napisać coś bez wspominania o łóżkowych harcach i love story.

Zgrzyty

Pomysł na książkę jest dobry, może nawet bardzo dobry, ale potencjał częściowo został zmarnowany. Choć powieść czyta się lekko i przyjemnie, pojawiają się nieciągłość wątków oraz zgrzyty logiczne. Nie będę tu szczegółowo wymieniać wszystkich, wspomnę tylko o kilku.

Ida, choć studiuje psychologię, z niewiadomych przyczyn nie wykorzystuje zdobytej wiedzy w życiu codziennym. Takie podejście znacznie ułatwiłoby jej funkcjonowanie pośród żywych i umarłych. Podobnie ma się tutaj sytuacja z rodzicami, którzy zupełnie, niczym plama po wypraniu w Vanish, znikają z życia swej córki i w ogóle zdają się nie przejawiać zainteresowania nią.

Do zagubionych wątków należy również zaliczyć mieszkanie w akademiku (znajomi z tego miejsca magicznie wyparowali z życia dziewczyny), działalność wróżenia (gdzie podziała się wierna i liczna klientela?), czy też skrzeczącą Joannę. Postać dość ciekawa, na początku Ida była w stanie z nią porozmawiać, a potem już nie – ta tylko istnieje i skrzeczy za oknem.

Rozumiem, że można się buntować, ale przychodzi taki moment, że trzeba się, mówiąc najprościej – ogarnąć się życiowo i wziąć odpowiedzialność za siebie. Tego trochę brakuje w bohaterce, która czasami jest niczym rozkapryszone dziecko. Co ciekawe, choć żyje w takich, a nie innych czasach, funkcjonuje bez telefonu czy komputera, co jak na studenta jest zdecydowanie niezwykłym i niecodziennym wyczynem.

Humor jest, ale czy jak twierdzą niektórzy czarny, podszyty ironią? Niekoniecznie. Podobnie jak klimat – niby ponuro, ale jakoś tak bez fajerwerków. Jest zwyczajnie ok.

Lekka odskocznia

“Szamanka od umarlaków” to prosta lektura, nieskomplikowana i zaskakująca miejscami dzięki niecodziennemu podejściu do tematów czy motywów. Czyta się dobrze, szybko, wciąga i może się podobać, w zależności od tego, czego w danym momencie wymagamy od powieści. Brak logiki w kliku miejscach, czy urwane wątki nie są bardzo rażące i nie wpływają negatywnie na ciągłość historii.

Jeżeli poszukujesz czegoś lekkiego, nieszablonowego, w magicznych klimatach (tu urban fantasy), ale nie wymagasz skomplikowanej fabuły i kwiecistych opisów, możesz do poduszki czy w tramwaju poznać z Idą świat umarlaków.

Źródło grafiki: gwfoksal.pl

Szczegóły:

Cykl: Szamanka od umarlaków

Liczba stron: 416

Numer wydania: II

Data pierwszego wydania: 03.06.2011

Data tego wydania: 17.08.2017

Wydawnictwo: Uroboros

Następny tom przygód Idy:
Demon Luster – Martyna Raduchowska