Recenzje seriali

⏳ 3 min 30 s

Warrior Nun – (nie)będę zakonnicą

A oto one – uzbrojone po zęby, wojownicze i w habitach. Zakonnice – wojowniczki w imię swojego Pana zetrą cię na puch, jeśli współpracujesz z demonami lub jesteś jednym z nich. Strzeż się! A nie, jednak nie. Zanim cię załatwią na wzór tej wybranej będą rozmyślać o życiu i dadzą się zabić.

Nastoletnia zakonnica

Warrior Nun to w założeniu serial o zakonnicach walczący w imię chrześcijańskiego Boga w obronie ludzkości. Niestety tylko w założeniu. W praktyce bowiem przez większość czasu w pierwszym sezonie śledzimy historię sieroty Avy (którą można było spokojnie streścić w jednym odcinku). Bowiem zrządzeniem losu to w plecach tej martwej nastolatki ląduje potężny artefakt, który nie dość, że ją ożywia to daje jej kilka super mocy.

Pomysł sam w sobie nie jest zły, ale ilość czasu poświęcona na rozkładanie psychiki i zachowań tej bohaterki na części pierwsze jest za duża. Wszyscy już od początku wiemy, że choć Ava jest niechętna do wypełniania Wielkiej Misji jaka stoi przed Zakonem Miecza Krzyżowego i przed nią to wcześniej czy później wkroczy na drogę swego przeznaczenia. Ot, zwyczajny fabularny standard.

W tej dość nudnej i przewidywalnej części serialu na plus zasługuje pomysł, że słyszymy komentarze i przemyślenia Avy, który nie wypowiada na głos. Jej poczucie humory też zgrabnie wypada na tle całej historii, wydarzeń i w kontaktach z innymi bohaterami. Sam obraz bohaterki na szczęści nie jest płytki i miałki i w ogólnym rozrachunku wypada po prostu dobrze.

Nie-wojownicze zakonnice

W związku z tym, że twórcy poświęcili tak dużo czasu nastoletnim rozterkom głównej bohaterki, scen walk jest jak na lekarstwo. A szkoda, bo te kilka wypadło nawet nieźle. Nasze panny w habitach dają popis swoich umiejętności bijąc się między sobą lub spuszczając łomot takim czy innym oponentom. Charakterne kobitki – to trzeba im oddać.

Główne towarzyszki broni Avy poznajemy nie tylko w boju, ale także poza nim. Każda z nich jest inna i ma swoje unikalne cechy nadające jej głębi i wyjątkowości. Za każdą z nich zdaje się stać zupełnie inna historia tego, dlaczego trafiły do tego owianego tajemnicą zakonu. Na szczęście inne postacie też się bronią.

Głębsze wnętrze

Pomimo znacznego wyeksponowania postaci głównej bohaterki, twórcy nie zapomnieli o wątkach pobocznych. Są one, podobnie jak główny motyw wybrańcy Pana kontra demony, dość oklepane, ale jednak są. Mamy więc tu rozwój nauki rodem z filmów scien-fiction, szarady w szeregach kościoła czy kilka intryg. W ciągu tych ośmiu odcinków znalazło się miejsce także na rys historyczny zakonu w formie swoistych retrospekcji czy kilka zwrotów fabularnych. Niestety demonów i innych piekielnych stworzeń jest tutaj jak na lekarstwo i to bez efektu łał. A szkoda.

Twórcom trzeba jednak oddać, że całość zamknęli z lekkim przytupem. Sezon kończy się zwrotem, dość zaskakującym i zdecydowanie otwierającym drogę do sezonu drugiego.

Podsumowanie

Całość wypada przeciętnie, bo choć mamy wyrazistych bohaterów, kilka zwrotów i parę dobrych pomysłów, to wykonanie jest słabe. Większość czasu została przegadana, akcji jest jak na lekarstwo a kreacja demonów w cale nie przekonuje. Cały obraz wydaje się ugłaskany, ułagodzony i odarty z wyrazistości. Zdecydowanie zabrakło polemiki ze stereotypami, o którą ta produkcja aż się prosi. Przez to serial nie wyróżnia się na tle innych produkcji, nie zapada w pamięć czy nie wciska w fotel. Mówiąc krótko – mogło być zdecydowanie lepiej, a serial polecam na nudne niedzielne popołudnia, jak już żywcem nie ma nic ciekawego do zrobienia czy obejrzenia. Zawsze to lepsze niż powtórki polskich tasiemców.

Drobna uwaga: Do komiksowego pierwowzoru odnosić się tutaj nie będę, bo go zwyczajnie nie znam.

Źródło zdjęć: filmweb.pl

Szczegóły: