Recenzje seriali

⏳ 5 min 8 s

Wiedźmin – opowieść o łowcy potworów

Serial “Wiedźmin” to opowieść o białowłosym łowcy potworów. Geralt z Rivii, bo to o nim mowa, to tytułowy wiedźmin, którego chyba nie trzeba już przedstawiać. Znany z książek i gier CD Project Red doczekał się kolejnego serialu, który tym razem wyprodukował Netflix. Czy ten miraż wyszedł mu na dobre?

Inne uniwersum

Bądźmy szczerzy – podobnie jak Redsi, tak i Netflix stworzył swoje odrębne uniwersum Wiedźmina, będą wariacją na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego. Trzeba tu tez zaqznaczyć, że bądź co bądź, Redsi mocno trzymali się pierwowzoru i nawet uczynili go bardziej słowiańskim niż książki same w sobie były. Netflix poszedł jednak w swoim własnym kierunku, mocno odbiegającym od pierwowzoru oraz wizji, jaką mieli fani gier. I w zasadzie nic w tym dziwnego, gdyż odcięcie się od dorobku polskiej produkcji, która podbiła serca milionów graczy, jest rzeczą naturalną. Ot, zwyczajnie chcieli stworzyć coś swojego na kanwach znanej już marki, jaką Wiedźmin jest. Inną kwestią jest to, jak im to w efekcie wyszło i jak odbierają to fani przygód Geralta od CD Project.

Geralt i Borch Trzy Kawki

Na temat upchanej na siłę poprawności politycznej wypowiadać się nie będę, odsyłam tylko do Drwala Rębajło i jego filmiku: https://youtu.be/1UcRjXJ3fWI

Wielki smutek

Pomijając elementy poprawności politycznej, przejdźmy do tego co nie wyszło w serialu, a jest tego sporo. Jednym z elementów, które mocno rzucają się w oczy osobom znającym powieści i grę to wykastrowani czarodzieje, wykastrowani w przenośni. Niestety w serialu, w przeciwieństwie do pierwowzoru, osoby mające magiczne zdolności są słabe, nie są w stanie mierzyć się z wyszkolonym żołnierzem. Jak pamiętamy z książek (albo i nie) Vilgefrotz nie tylko zabił Regisa, ale stoczył zażarty pojedynek z Geraltem, najpierw go pokonując, a jakiś czas potem ginąć z jego ręki.

Cienkie jak patyczki są także wszystkie czarodziejki, które szybko wyczerpują swoją moc i właściwie każdy może zrobić z nimi co chce. Taka wizja jest wielce krzywdząca dla magicznego świata, gdyż zazwyczaj osoby władające czarami są niezwykle potężne – ale nie tutaj.

Driady

Mocno z wizją z książek (i trochę też z gier) kłóci się także obraz driad, które nie tylko walczą z użyciem ciężkich kusz, to jeszcze stroją się w ciężkie, metalowe ozdoby. Przysłowiowym gwoździem do trumny jest jednak wpuszczenie dopplera i wypuszczenie go, bez odkrycia jego natury, na dodatek z Ciri. Coś…niebywałego, jak na te piękne i groźne niewiasty.

Ale idźmy dalej, bo mamy tam smoka wyglądającego mizernie, mało groźnie i majestatycznie (ktoś zdecydowanie za dużo czasu spędził grając w Skyrim, a za mało razy oglądał Hobbita). Przy czym sam dobór postaci do roli Borcha Trzy Kawki i jego obstawy, jest ok. Obok niego krasnoludy też się w miarę bronią, ale nasz Myszowór już nie. Druid, wielki sławetny druid, nie tylko nie ma za wiele mocy, ale tez wygląda jak jeden z wielu dworzan. Jego wygląd i postawa nie przekonują, podobnie jak wyglądające tandetnie i plastikowo zbroje Nilfgardu.

Zdecydowanie na minus brakuje kilku ważnych elementów – chemii między najważniejszymi postaciami Ciri i Geraltem, Yennefer i Geraltem oraz Jaskrem i Geraltem. Nie czuć, nie widać tej relacji, jakie miały te postacie w książkach oraz grach. Wisienką na tym niesmacznym torcie jest pierwsze pytanie naszej małej panny, gdy spotyka swojego wiedźmina, pytanie o czarnowłosą czarodziejkę.

Yennefer
Yennefer

Tragiczny pomysłem wręcz było pocięcie linii czasowej i przeskoki w odcinkach i pomiędzy nimi. Osoby nie znające książek często gubiły się i miały problem ze zrozumieniem ciągu zdarzeń. Osoby znające historię mniej więcej mogły się połapać co i jak. Mniej więcej, gdyż wprowadzono całkiem nowe wątki, których w sadze nie ma.

Coś wyszło

Tego co poszło nie tak, jest znacznie, znacznie więcej, gdyż istotne elementy spajające historie lub stanowiące jej istotę zostały usunięte, pominięte czy mocno przeinaczone. Przejdźmy jednak do tego, co twórcom wyszło, bo coś tam im jednak wyszło.

Jaskier

Na uznanie zasługuje postać Jaskra – jest tak samo irytujący jak swój pierwowzór. Joey Batey cudnie oddaje charakter trubadura i nawet pasuje do tej roli. Ta sama sztuka udała się przy doborze postaci Calanthe – Lwicy z Cintry, która jest taka jak być powinna. Jodhi May jako babka Ciri jest pewna siebie, bezkompromisowa, zdecydowana i potrafi walczyć. Aktorka daje tej postaci to, co powinna, pomijając fakt niezgodności wizualnej. Henry Cavill jako nasz Geralt też sprawdza się całkiem nieźle, gdyby tylko wyglądał inaczej byłoby już całkiem miło.

Na plus zasługują także wstawki z młodości Yennefer, kiedy była niezbyt urodziwa i miała solidny garb na plecach. Na tym jednak kończą się plusy wokół tej postaci, bo jak to zostało wspomniane – cały wątek czarodziejów leży i płacze.

Calanthe – Lwica z Cintry

Reasumując

Dla mnie, fana przede wszystkim gier oraz książek, serial jest jedną wielką porażką. Spłyca on oraz wypacza wiele wątków oryginalnej historii, tak dla niej istotnych. Dobór aktorów do postaci oraz w ogóle sposób wykreowana postaci jest słaby i zdecydowanie brakuje między nimi chemii.

Nawet biorąc poprawkę, że serial prawdopodobnie chciał się odciąć od korzeni i miał dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, to dalej jest kiepski. Kiepski poprzez brak logiki w narracji i kreacji świata oraz jej mieszkańców. Niestety spłycanie czy upraszczanie nie zawsze okazuje się drogą do sukcesu, co z resztą pokazał finał serialu „Gra o tron”.

Źródło zdjęć filmweb.pl/Netflix

Plusy:

  • dobór kilku aktorów
  • historia Yennefer zanim została czarodziejką
  • miejsca akcji (budowle, plenery itd.)

Minusy:

  • pocięta linia czasowa
  • dobór większości aktorów
  • kreacja postaci
  • kostiumy bohaterów
  • zagubienie sensu i logiki zdarzeń
  • brak chemii między postaciami

Szczegóły:

Twórcy: Lauren Schmidt

Gatunek: Fantasy, Przygodowy

Produkcja: Polska / USA

Sezon: I

Liczba odcinków: 8

Data premiery pierwszego odcinka: 20.12.2019