Lin Rina - Zakurzona kronika Animant Crumb - recenzja - zdjęcie książki

Zakurzona kronika Animant Crumb – Lin Rina

Młodzieżowa powieść „Zakurzona kronika Animant Crumb” zaskakuje swoją dojrzałością i klimatem minionych dziejów jednocześnie prezentując lekką, zabawną i romantyczną historię o dziewczynie kochającej książki. Zapraszam do recenzji!

Była sobie dziewczyna…

W powieści „Zakurzona kronika Animant Crumb” Lin Rina kreśli obraz młodej, kochającej książki i spędzającej całe dnie na czytaniu Animant. Wychowana jako jedynaczka we wsi nieopodal Londynu nie znosi przyjęć, sukni z gorsetem i nie chce wyjść za mąż, chociaż ma już dziewiętnaście lat.

Aby uciec od matki pragnącej ją wyswatać i zobaczyć coś więcej, zaczyna pracę jako asystentka kustosza w Bibliotece Uniwersytetu Królewskiego w Londynie. Tam, jako podwładna Thomasa Reeda, poznaje nie tylko samą bibliotekę, ale także nowe osoby, w tym przystojnych i mądrych kawalerów. Ma okazję zobaczyć też różne oblicza miasta. Na jej drodze stanie i zauroczenie, i miłość.

Książki nad książkami, kartki, słowa, zapach papieru i kurzu w powietrzu… Już wiedziałam, że moje serce należy do tego miejsca.

Witamy w wiktoriańskiej Anglii!

Zacznę od tego, że powieść jest przewidywalna. Blurb jasno wskazuje w kim zakocha się główna bohaterka. I, jak dla mnie, jest to częsta i dość karygodna zbrodnia popełniana przez wydawców. Znaczące spoilery na okładkach potrafią odebrać całą zabawę z czytania. Natomiast, gdy tylko zacznie się czytać, to szybko można wywnioskować z kim zostanie Animant sparowana. Jest to tylko kwestią czasu i to nam znanego, bo w Londynie ma ona spędzić tylko miesiąc.

Natomiast muszę tę przewidywalność obronić, gdyż wynika ona ze schematu na jakim opiera się powieść. Bo romanse zawsze są przewidywalne, zwłaszcza gdy się ich już sporo przeczytało. Rozeznanie po prostu przyspiesza wyłapanie ram, a te tutaj są solidnie zarysowane już od początku. Także to typowe przejście od wzajemnej niechęci do miłości ma tu sens, bo stanowi podwaliny. Narzekać na to więc nie będę – koncept to koncept. Znaczenie ma jego opracowanie i tu jest naprawdę dobrze.

Nigdy nie czytałam o prostym sposobie na pozbycie się problemów sercowych i szczerze wątpiłam, że taka metoda w ogóle istnieje.

A jest dobrze, gdyż autorce udało się wykreować interesującą główną bohaterkę, która dojrzewa i zmienia się pod wpływem doświadczeń. Droga ta została dobrze pokazana, gdyż wraz z kolejnymi punktami w fabule, Animat zastanawia się, dochodzi do pewnych wniosków i koryguje swoje zachowanie, jak i sposób postrzegania świata. Jednocześnie wciąż pozostaje wierna swoim zasadom, nie traci nic ze swojej wyrazistości, chęci niezależności i ciętego języka.

Podobnie wypadają postacie poboczne. Jest ich sporo, zaczynając od rodziców i stryjostwa, a na współpracownikach i nowych przyjaciołach kończąc. Z uwagi na ich ilość i prostotę powieści widać wyrazie pewne schematy, w jakie się wpisują. Nie rażą jednak w oczy, bo sprawnie wpasowują się w historię. Dodatkowo, postępowania i zachowania są uargumentowane, więc nie biorą się z powietrza, nie są wrzucone tak o. Nie są więc czymś, co trzeba rozgrzebywać i czego trzeba się czepiać. Plus to powieść 14+, więc, jak na taką grupę odbiorców, jest naprawdę dobrze.

I tu słowo o samej kreacji świata, bo wyraźnie czuć inspirację końcówką wieku XIX. Właśnie w jego drugiej połowie, dokładnie w 1869 roku, powstał pierwszy żeński collage w Anglii (dokładnie Girton College będący jednym z kolegiów University of Cambridge). W powieści zaś mamy jeden Uniwersytet Królewski w Londynie. Autorka pozmieniała więc to i tamto i nie dała też konkretnych dat, kiedy akcja ma miejsce. Oprócz tego naciąga trochę zasady, jakie obowiązywały rodziny z wyższych sfer. Aż tak różowo i łatwo, jak to zostało przedstawione, na pewno wówczas nie było. Niemniej, klimat minionej epoki jest wyczuwalny, chociaż w lżejszej, zabawniejszej otoczce.

Sama historia zaś, co już wspomniałam, nie jest zbyt złożona, ale obfituje w wątki poboczne i opisy codzienności. Tu mamy jakieś przyjęcie, tam jakiś bal, tu ktoś próbuje edukować biedotę, a tam zmaga się z nieakceptacją związku. Tak oto w sposób zjadliwy, a nawet przyjemny, dostajemy szerszy obraz społeczeństwa, zależności miedzy warstwami i obraz różnorodności mieszkańców Londynu.

Przyczepić się mogę do zakończenia, bo cała historia rozwiązuje się bardzo szybko. Autorka mogła trochę bardziej rozwinąć rys i pokazać szerszą perspektywę. Potencjał tutaj była, ale nie został wykorzystany. Pozostaje za to zaskoczenie, że to już, tak szybko i po wszystkim?

Jako powieść adresowana do osób od czternastego roku życia i określana „young adult” broni się. Nie ma tutaj niedorzecznych pomysłów, nielogicznych przygód czy nie pasujących do świata wydarzeń. Jako wizja alternatywna naszego świata całość pozostaje spójna i ma sens.

Podsumowanie recenzji książki „Zakurzona kronika Animant Crumb”

„Zakurzona kronika Animant Crumb” od Lin Rina to bardzo dobra książka dla starszej młodzieży. To lekki, historyczny romans pełen pozytywnej energii i sprawnie napisany. Czyta się szybko i chociaż jest przewidywalny, daje satysfakcje z poznawania bohaterów i ich losów. Nie jest przełomową, ale bardzo przyjemną lekturą.

I choć dawno mam już za sobą wiek nastoletni, całkiem dobrze się tutaj bawiłam.

Polecam miłośnikom obyczajówek, lekkich romansów z pozytywnym wydźwiękiem i humorem.

Plusy:Minusy:
+ udana stylizacja na epokę
+ kreacja bohaterów
+ mimo schematów dobrze napisana
– miejscami przegadana
– szybkie zakończenie

Szczegóły:
Liczba stron: 540
Numer wydania: I
Data wydania oryginału: 20.11.2017
Data pierwszego wydania PL: 29.03.2023
Data tego wydania: 29.03.2023
Wydawnictwo: You&YA (Muza)
Tłumaczenie: Katarzyna Łakomik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *