Obyczajowe, romans

⏳ 2 min 54 s

Zima koloru turkusu – Carina Bartsch

Związek się rozwija i „Zima koloru turkusu” Cariny Bartsch to opowieść o dalszych perypetiach miłosnych między Emely i Eliasem. Tu też się będzie działo i zdecydowanie będzie iskrzyć pomiędzy tą dwójką.

Ciąg dalszy

Pierwszy tom wprowadzał nas w niezbyt zawiłe relacje pomiędzy głównymi bohaterami. „Zima koloru turkusu” ciągnie temat dalej i niczym książka przygodowa ukazuje kolejne perypetie Emely i Eliasa i ich przyjaciół. Na scenę wkracza ponownie wątek z Lucą, który dość mocno namiesza w całej tej historii. Dostaniemy także trochę Alex i Sebastiana – dwóch szczęśliwych, gruchających gołąbków.

Carina Bartsch trzyma się tutaj ścieżki obranej w pierwszym tomie i utrzymuje to samo poczucie humoru oraz sposób narracji. Jej postacie nie przechodzą ewolucji ani przemiany wewnętrznej, a panna Winter wciąż snuje rozważania nad swoimi uczuciami.

Kolejny etap

„Zima koloru turkusu” przedstawia kolejna fazę w docieraniu się i w próbach dogadania się pozornie dwóch dorosłych osób. Niestety Emely i Elias wciąż zachowują się jak dwójka nastolatków, którzy w myśl „na złość mamie odmrożę sobie uszy” nie dążą do szczerej i konkretnej rozmowy ze sobą. A tak, zapomniałam – w historia romantycznych, a zwłaszcza w komediach, ludzie ze sobą nie rozmawiają. I to widać tu bardzo ładnie już w początkowej scenie na imprezie z okazji Halloween i tego, co się dzieje po niej.

Oczywiście byłam świadoma, że alkohol nie jest rozwiązaniem, ale woda zasadniczo też nim nie była.

Carina Bartsch ponownie nie skupiła się jedynie na problemach tej przeuroczej dwójki i wprowadza także wątki poboczne. Nie są one zbyt złożone czy też dojrzałe, ale jednak część tych problemów w prosty sposób oddaje rozterki nastolatek. Owszem, to są dramaty (w pierwszym tomie wypadek rodziców, tu próba samobójcza) ale nie są rozpisane w sposób niosący ze sobą wiedzę specjalistyczną czy dużą dawkę emocjonalną, które odnajdziemy w innych powieściach.

A i nie wspomniałam o tym wcześniej, ale nasi bohaterowie to bardzo sumienni ludzie – dzielnie chodzą na zajęcia, uczą się pilnie oraz łączą naukę z pracą. Są tacy odpowiedzialni i dorośli tylko, że to tylko taki złudny obraz, bo pozostałe elementy, w tym inne ich postawy temu przeczą. Niemniej całościowo fabuła w szwach nie pęka ani nawet nie trzeszczy i wątki łączą się w zgrabną całość.

Słówko jeszcze o Emely – nie jestem w stanie zrozumieć czemu nie połączyła kropek, poszlak i wskazówek odnośnie tożsamości tajemniczego wielbiciela imieniem Luca. To już w pierwszym tomie było tak oczywiste i miałam nadzieje, że mu wygarnie, że go przejrzała. A tu co? Szok, niedowierzanie i wielka drama, taka konkretna i epicka drama sprowadzająca się do tego, że nie byli w stanie ze sobą pogadać. I ten wątek był wybitnie głupi, jak dla mnie.

Podsumowanie recenzji

„Zima koloru turkusu” Cariny Bartsch to przeciętny romans kontynuujący historię znanych nam już postaci, wzbogacający ją o kolejne wątki. Opowieść nie wprowadza niczego nowego ani też nie dojrzewa wraz z kolejnym tomem (tak jak i nie dorośleją postacie). Utrzymana w tym samym tonie i z tą sama narracją nie zaskakuje. Gdyby nie to nie sięgnęłabym po tę kontynuację.

Plusy:

  • lekka narracja
  • prosty język

 

Minusy:

  • infantylne postacie
  • przewidywalność

 

Szczegóły:

Cykl: Lato koloru wiśni

Numer tomu: II

Liczba stron: 452

Numer wydania: I

Data pierwszego wydania: 2013

Data pierwszego wydania PL: 2015

Data tego wydania: 2015

Wydawnictwo: Media Rodzina